Niedobór azotu w glebie, który zazwyczaj daje się najsilniej odczuwać, pokrywamy przez nawożenie ziemi obornikiem, kompostem, saletrą chilijską lub norweską solami amonowymi, a także wapnem azotowym i azotem wapniowym (te ostatnie jeszcze mało są w użyciu i nie zostały dostatecznie wypróbowane), wreszcie przez uprawę roślin motylkowych oraz przez pobudzanie, drogą racjonalnej uprawy (zwłaszcza w czarnym ugorze), rozwoju w glebie bakteryj, zdolnych do samodzielnego wchłaniania azotu atmosferycznego i gromadzenia go w glebie, zwłaszcza tzw. „azotobaktrów”.

Wobec ogólnego braku azotu w glebach i wysokiej ceny na nawozy azotowe, strzec go należy w glebie „jak oka w głowie” i zarówno przy nawożeniu obornikiem jak i saletrą czy solami amonowymi, stosować się ściśle do reguł, jakie stawia w tym względzie nauka o nawożeniu, wiadomo bowiem, że w pewnych warunkach, przy nieumiejętnym postępowaniu, wprowadzony do gleby azot z postaci związanej, zamienia się w azot wolny i uchodzi do atmosfery (denitryfikacja) lub też w postaci łatwo rozpuszczalnych soli (saletry) zostaje wyługowany przez wodę.